Rząd dostrzegł, że opinia społeczna nie uważa podatków i składek ZUS-owskich za zbyt sprawiedliwe i przygotował program „Polski Ład”. Nazwa piękna oddająca to, co dla Polaków najważniejsze, czyli polskość i patriotyzm. Program jest pisany z myślą o tym, aby poprawić los uboższej części społeczeństwa. Niestety, po wczytaniu się w szczegóły programu, czar pryska. Objazdy członków rządu, spotkania z wyborcami, poprawiają wizerunek tych planów, do momentu, dopóki na ten założeń programowych nie zaczną wypowiadać się niezależni specjaliści.
Według rządu omawiany program to bilet do życia Polaków na poziomie Zachodu. Program „Polski Ład” bazuje na reformie podatkowej i składkowej. Od podatków i składek zależy wysokość wynagrodzenia i zysk przedsiębiorców. Wiele osób, słuchając wypowiedzi specjalistów w mediach, obawia się od stycznia działalność gospodarcza, może przestać się opłacać. Ekonomiści podkreślają, że z „Polskiego Ładu” skorzystają pracownicy zarabiający do 5500 zł miesięcznie i przedsiębiorcy, który miesięczne dochody nie przekraczają 11000 złotych. Pozostali podatnicy mogą się spodziewać strat. Jeśli przedsiębiorca zarabia więcej w okolicach 150 tys. lub więcej, to bardziej opłacalne będzie dla niego pozostanie na skali podatkowej niż np. wybór liniowego PIT. Z pozoru korzystną zmianą dla przeciętnego Kowalskiego miało być podniesienie 32-procentowego progu podatkowego do 120 tys. zł rocznie. Jednak i tutaj jest pewien haczyk. To, jak zmieni się opodatkowanie poszczególnych pracowników i przedsiębiorców, będzie zależało nie tylko od przychodów, ale także od drugiego warunku – sposobu rozliczania się przedsiębiorcy (pracodawcy) z podatku, np.: według skali podatkowej, czy ryczałtowo, czy liniowo. Takie rozwiązania spowodują niesamowity chaos i mnóstwo wątpliwości wśród podatników. Nawet osoby, które cokolwiek zyskają na „Polskim Ładzie”, nie zaliczą tych zysków to imponujących, pozwalających na jakieś większe wydatki.
